kwalifikacje ratownika medycznego, ale odesłała go do

Dobrze, że Amy już miała plany. To

ją w gardle. - Nie jestem taka, za jaką mnie
Federico dokonał krótkiej prezentacji, po czym skinął
nie była konieczna.
Wyczuwał smutek Amy, choć intuicja
Zarumieniła się.
- Tak. Po co rozbijałeś się po Francji, kiedy Anglia
Zbagatelizowała komplement.
Z nią przyjaciółka nie czuła się tak osamotniona, zwłaszcza
Sin zamrugał.
– Może iść na policję – mruknął.
- Sinclairze.
Odpowiedział uśmiechem.
nim zdążył otworzyć usta.
- Wspaniale wam idzie - pochwaliła ich

leżał na brzegu basenu, ale teraz zerwał się błyskawicznie i nastroszył sierść na karku.

ziejącą dziurę po drzwiach.
Bentz narobił zamieszania. Właśnie o to mu chodziło.
wysokości kolan, buszowało w dziale ze słodyczami i zerkało co chwila na ładną kasjerkę.
Fernando, idąc na dramatopisarstwo i zajęcia z angielskiego odbywające się w sali na piętrze,
jego żona może znajdować się w rękach psychopaty, który zamordował Shanę, Lorraine, a
że ktoś może ją brać za Caitlyn, tę naiwną ofiarę losu. Zapaliła papierosa. Co, do diabła, zrobić z tą Caitlyn? Czekać, aż ją aresztują? Albo aż rozwiąże jej się język i zacznie zwierzać się policji? Zrobi to. Kelly wiedziała, czuła, że Caitlyn znów się załamie. Jasne, udaje, że nad sobą panuje, spotyka się z psychoterapeutą, może nawet będzie brała jakieś leki na depresję, coś na uspokojenie, coś, co ją otępi. Może prozac? A może podda się lobotomii czołowej? Boże. Zaciągnęła się papierosem i spróbowała zebrać myśli. Nie miała czasu zajmować się kłopotami Caitlyn. Miała własne życie, własne plany. Ale po kolei. Na razie musi uważać, żeby znów nie wpaść na tę cholerną dziennikarkę albo na policjanta, albo jakiegoś znajomego Caitlyn, który nie potrafi ich odróżnić. Ostrożnie cofnęła się kawałek. Zdaje się, że Nikki Gillette dała jednak za wygraną, więc Kelly wróciła do samochodu, zgasiła papierosa i usiadła za kierownicą. Skórzane obicie paliło ją w nogi. Przekręciła kluczyk, włączyła klimatyzację i otworzyła dach. Chodnikiem przeszła kobieta z wózkiem i Kelly poczuła ukłucie w sercu. Sama pewnie nigdy nie będzie miała dzieci. Widać nie było jej pisane. Żeby mieć dziecko, najpierw potrzebny jest mężczyzna, a Kelly nie miała ochoty na żadnego. Przeżyła już swoją porcję rozczarowań. Większość facetów, których znała, to nieudacznicy albo dranie. Weźmy Josha Bandeaux. Niech spoczywa w spokoju. Cha, cha! Dobre! Nie ma spokoju dla takich jak on, a w każdym razie nie powinno być. Trudno o większego sukinsyna. Miał nawet czelność przystawiać się do niej. Do niej! Siostry własnej żony, na miłość boską. W dodatku odniosła wrażenie, że najchętniej zaciągnąłby do łóżka ją i Caitlyn jednocześnie. Co on sobie wyobrażał, do diabła? Że tylko marzą o uroczym rodzinnym trójkącie?! Chore męskie fantazje. Dosyć już, zapomnij o tym, Kelly! Wrzuciła bieg i włączyła się do ruchu. A swoją drogą, czy Caitlyn zawsze była taka dziwna? Może trochę. Ale po wypadku na łódce zaczęło być coraz gorzej. Kelly zacisnęła szczęki, przypominając sobie wydarzenia sprzed lat. Wybuch silnika, przerażony krzyk Caitlyn, pęknięta łódka i woda. Długie, ciemne fale. Ścisnęło ją w gardle, zatrzymała się na czerwonym świetle. Wypadek na łódce. To wtedy wszystko zaczęło się psuć. Adam czuł, że coś przeoczył. Coś istotnego. A czasu miał coraz mniej. Jeszcze długo po wyjściu Caitlyn tkwił w fotelu i gapił się w róg kanapy, gdzie wcześniej siedziała. Ta niezwykła kobieta, delikatna i silna zarazem, zaufała mu i otworzyła się przed nim. Dręczyło go sumienie. Wykorzystywał ją. Przyszła po pomoc i wsparcie, a on wykorzystywał ją do własnych celów. - Do diabła - wymruczał. Musiał się pośpieszyć. Sesje z Caitlyn przebiegały dobrze, ale nie dowiedział się jeszcze niczego, co było mu potrzebne. Miał wrażenie, że drepcze w miejscu. Albo raczej dryfuje w wodzie, która robi się coraz głębsza i ciemniejsza. W wodzie wzburzonej emocjami. W wodzie, w której łatwo utonąć. Spojrzał na ścianę z dyplomami i skrzywił się. Czy cel uświęca środki?
Zaschło mu w ustach.
– Chory sposób, by mnie poinformować, że, być może, moja pierwsza żona żyje.
nikt go nie śledził, nigdzie nie widział Jennifer.
– Postaraj się.
ciekawości, jak sobie radzi żałosna żoneczka Bentza. Z trudem się powstrzymuję, by nie
idę o zakład, że te materiały też są czyste, ale i tak sprawdzimy, może będą jakieś odciski albo
– Dlatego biegłeś? – Domyśliła się blondynka. – Widziałam, jak odrzuciłeś laskę.
Boże, jak on ją kochał.

©2019 www.litem.ta-slownik.boleslawiec.pl - Split Template by One Page Love